Witaj,
Może myślisz że
dzisiejszy artykuł to takie trochę masło maślane, bo skoro ktoś „uprawia”
trading, to przecież inwestuje. Jak się okazuje po krótkiej analizie, trading i
inwestowanie, to dwa różne oblicza, choć wielu te pojęcia używa zamiennie,
nazywając siebie traderem lub inwestorem. Aby znaleźć podstawową różnicę
pomiędzy traderem a inwestorem, powinniśmy wyjść od podstaw. W tym wypadku
posłużę się, znanym niemal wszystkim, kwadrantem przepływu pieniędzy
(Cashflow), bardzo rozpowszechnionym przez Roberta Kiyosakiego.
Powyższy rysunek pokazuje 4 grupy ludzi, zarabiających
pieniądze na 4 różne sposoby. Zastanówmy się zatem, gdzie moglibyśmy umieścić
tradera? :-)
- Pole P – Wydaje mi się, że raczej nie możemy nazwać tradera osobą pracującą na etacie (wykluczam w tym momencie traderów pracujących dla korporacji i mających stałe godziny pracy np. 8:00-16:30), ze względu na to że nie występują w tym wypadku podstawowe elementy:
- osoba szefa,
- konkretne godziny pracy,
- płatny urlop,
- comiesięczna pensja.
- Pole B – Podstawowa definicja mówi, że w tym miejscu to Twój biznes pracuje dla Ciebie. Zatrudniasz ludzi np. do wytwarzania jakiegoś produktu oraz kierowników itd. Ty zaś czerpiesz korzyści finansowe z zysków firmy i nie musisz pracować. Wydaje mi się, że tutaj raczej nie możemy wrzucić osoby tradera, ponieważ musi on jednak usiąść przed komputerem, podejmować decyzje, analizować rynki, czy choćby uruchamiać oprogramowanie zawierające transakcje. Tak czy siak, musi być „na posterunku”, co automatycznie wyklucza go z tego miejsca.
- Pole I – Będąc inwestorem nic nie produkujesz, nie zatrudniasz, nie pracujesz. W tym momencie to Twoje pieniądze są zaprzęgnięte do pracy a Ty po prostu czerpiesz korzyści z ich pracy. Ponownie nie możemy zakwalifikować tutaj tradera, który mniej lub bardziej czynnie istnieje na rynku. Oczywiście można by się pokusić o stwierdzenie trader długoterminowy, który działa w interwałach miesięcznych lub wyższych, jednak powszechne rozumienie „zawodu” tradera, raczej nie pozwala nam myśleć w takich kategoriach. Trader w powszechnym mniemaniu, jest to raczej osoba która dokonuje przynajmniej kilku transakcji w miesiącu, korzyści finansowe czerpie z różnicy pomiędzy ceną zakupu i sprzedaży danego waloru – bardziej niż inwestor pasuje spekulant:-)
- Pole S – Wg mnie jest to najbardziej odpowiednie miejsce dla naszego tradera. Powody:
- Jest on poniekąd samo zatrudniony (pracuje na własne utrzymanie),
- Nie ma płatnych urlopów,
- Nie posiada pracowników ani biznesu, który generuje zyski w przypadku jego nieobecności.
- Nie jest inwestorem, ponieważ jego pieniądze pracują tylko wtedy, gdy on jest obecny (trading).
Jak widzisz powyższa analiza pokazuje, że trader to nie to
samo co inwestor. Oczywiście moglibyśmy próbować podciągnąć tradera pod B lub I, niemniej jednak i tak nie uzykslibyśmy 100% inwestora.
Ok, ale po co w ogóle trader miałby myśleć o inwestowaniu,
skoro osiąga zadowalające efekty finansowe w tym co robi i najważniejsze – lubi
to co robi? Powodów może być kilka.
Prawdopodobnie słyszałeś o wielu znanych
postaciach światka traderskiego i wiesz, że wielu z nich osiągnęło fortuny, aby
potem z jakichś powodów zbankrutować. Oczywiście znaczna większość z nich po
jakimś czasie odzyskiwała majątek i to znacznie większy niż utracony. Problem w
tym, że właśnie najczęściej możemy usłyszeć o tych, którym udało się wrócić na
ścieżkę wielkich zysków – po co ktokolwiek miałby się rozpisywać na temat
bankrutów; chociaż i tu znajdziemy wyjątek, Nick Lesson i książka o nim pt.
„Łajdak na giełdzie”. Jednak to już inna „hollywoodzka” opowieść.
W tym momencie, każdy świadomy trader powinien zadać sobie
pytanie - czy po ewentualnym bankructwie będzie w stanie wrócić do dochodowego
tradingu, czy też jego psychika i ewentualne resztki fortuny w kieszeni
wystarczą na „nowy start”. Idealnie pasują tutaj słowa naszej noblistki Wisławy
Szymborskiej:
„Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”
Prawdopodobnie żaden trader nie chciałby wiedzieć:-)
Zatem pierwszym powodem do inwestowania może być to, aby
mieć zabezpieczenie w postaci innych aktywów w razie „sytuacji podbramkowej”.
Kolejnym powodem może okazać się chęć robienia czegoś
jeszcze poza samym tradingiem i budowania swojego kapitału na jakiejś innej
"gałęzi". Zyski z Forexu czy też giełdy, są tak naprawdę tylko zapisem cyfr na
naszych kontach. Możemy je oglądać, podziwiać, pomnażać, ale nie dają nam one
namacalnego kapitału, jakim mogą być inne dobra np.:
- monety,
- znaczki,
- nieruchomości,
- obrazy,
- wina,
- i wiele innych.
Możemy także chcieć zainwestować w jakiś rozwinięty bądź
rozwojowy biznes, który da nam poczucie tworzenia czegoś nowego oraz
zostawienia czegoś po sobie.
W końcu możemy chcieć inwestować w siebie, a nabyte
umiejętności mogą okazać się bardzo potrzebne w trudnych chwilach.
Jak widzisz powodów
do inwestycji można znaleźć wiele, problem polega na tym aby znaleźć coś dla
siebie, coś co naprawdę się lubi i co będzie naszym kolejnym krokiem w
samorealizacji. Nie powinno się zapominać o tym, iż Forex to tylko narzędzie
pozwalające pójść dalej, odkrywać samego siebie i realizować cele o których być
może nawet jeszcze nie wiemy. Samo zajęcie się tradingiem jest poniekąd
złamaniem pewnych ogólnospołecznych zasad, dlaczego zatem nie pójść tą drogą i
nie łamać kolejnych? :-)
„Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek
marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera
w sobie geniusz, siłę i magię”
Johann Wolfgang Goethe
